
🇵🇱 10 km pod kontrolą – Brzeszcze, "Bieg o Złote Gacie" 🏃♂️🫡🚀 🇬🇧 10 km under control – Brzeszcze, "Golden Underwear Run" 🏃♂️🫡🚀: April 12 2026

🇵🇱
Ten bieg od początku miał być "spokojny".
Bez udowadniania czegokolwiek, bez gonienia wyniku na siłę.
Chciałem po prostu pobiec tak, żeby mieć nad tym kontrolę.
I chyba pierwszy raz od dawna faktycznie tak było.
Bez chaosu, bez szarpania – wszystko "zagrało od a do zet".
🇬🇧
This run was supposed to be calm from the start.
No proving anything, no chasing a result at all costs.
I just wanted to run in control.
And for the first time in a while, it really felt like that.
No chaos, no forcing – everything under control.


🇵🇱
Te przygotowania były inne niż wcześniej.
Nie było szarpania formy na szybko, tylko spokojna robota: próg, VO₂, dokładanie cegiełka po cegiełce.
Bez fajerwerków, ale konsekwentnie.
Do tego dochodzi temat redukcji. Forma rośnie, ale masa schodzi – więc trzeba to ogarniać z głową. Przed startem dorzuciłem ładowanie węglami.
Nie jakieś klasyczne „ładowanie pod maraton”, tylko świadome podbicie glikogenu, żeby organizm miał z czego pracować.
Bo tu nie chodziło o wagę na starcie. Tylko o to, żeby silnik miał paliwo.
🇬🇧
This preparation block was different.
No rushing fitness, just steady work: threshold, VO₂, building step by step. Nothing flashy, just consistency.
At the same time, I’m in a fat loss phase. Form is going up, weight is going down – so it needs to be managed smart.
Before the race I added some carbs. Not a full classic carb load, but enough to refill glycogen and give the body fuel.
Because this wasn’t about being lighter on race day. It was about having energy to run.



🇵🇱
Poranek spokojny. Bez nerwówki, bez kombinowania.
Śniadanie klasyczne pod start — owsianka, banan, trochę owoców. Do tego kawa, żeby lekko pobudzić układ nerwowy do wytężonej pracy.
Nic nowego, nic eksperymentalnego. Sprawdzone rzeczy, które już znam i wiem jak reaguje organizm.
Zerkam jeszcze na Garmina — wszystko się zgadza. Stan wytrenowania „szczytowy”, organizm świeży, gotowy do pracy. I to było czuć.
Bez ciężkich nóg, bez zamulenia. Ten moment przed startem, kiedy wiesz, że wszystko jest na swoim miejscu.
🇬🇧
Morning was calm. No stress, no overthinking.
Breakfast was simple and proven — oats, banana, some fruit. Coffee on top to wake the system up a bit. Nothing new, nothing experimental. Just things I know and trust.
Quick look at Garmin — everything aligned. “Peaking” status, body fresh and ready. And I could feel it.
No heavy legs, no sluggishness. That moment before the race when everything just feels right.




🇵🇱
Rozgrzewkę zrobiłem w parku przy kopalni.
Najpierw spokojny trucht, żeby rozruszać nogi i podnieść tętno bez szarpania. Wejście w rytm, bez kombinowania.
Później kilka przebieżek, żeby złapać dynamikę i poczuć tempo. Już trochę szybciej, ale dalej pod kontrolą.
I w tym momencie zaczęło się to wszystko spinać.
Organizm był gotowy do wytężonej pracy.
🇬🇧
Warm-up in the park near the mine.
Started with an easy jog to wake the legs up and gradually raise the heart rate.
Just getting into rhythm, nothing forced. Then a few strides to bring in some speed and feel the pace. A bit faster, but still controlled.
At that point everything started to come together.
The body was ready for hard effort.



🇵🇱
Ubrałem koszulkę startową i wszystko zaczęło się układać w głowie. Plan był prosty i konkretny — bez kombinowania. Miałem go poukładanego zarówno mentalnie, jak i w zegarku, więc na starcie nie było miejsca na improwizację.
Stanąłem w tłumie, ostatnie spojrzenie dookoła, 10 sekund odliczania… i poszło.
Pierwsze kilometry zgodnie z założeniem — kontrola. 3 km pilnowania tętna, żeby nie powtórzyć błędu z Poznania, gdzie za szybki początek zemścił się w drugiej części biegu. Tu miało być inaczej.
Nawet jeśli tempo chwilowo „uciekało” przez trasę czy atmosferę, priorytet był jeden — nie przepalić się na starcie.
To był moment świadomego biegania. Nie ścigania się z innymi, tylko pilnowania swojego wyścigu. Tętno jako hamulec, głowa jako kontroler.
I dopiero po tych pierwszych kilometrach zaczynała się właściwa robota.
🇬🇧
I put on the race shirt and everything started to fall into place in my head. The plan was simple and clear — no overthinking. I had it set both mentally and in my watch, so there was no room for improvisation at the start.
I stood in the crowd, took one last look around, 10-second countdown… and we were off.
The first kilometers were all about control. 3 km of keeping the heart rate in check to avoid repeating the mistake from Poznań, where going out too fast cost me later in the race. This time it had to be different.
Even if the pace drifted a bit because of the course or the race atmosphere, the priority was clear — don’t burn out early.
This was conscious running. Not racing others, but managing my own effort. Heart rate as a limiter, mind as the controller. And only after those first kilometers did the real work begin.


🇵🇱
Po pierwszych 3 km wszystko zaczęło pracować tak, jak powinno.
Tętno ustabilizowane, oddech pod kontrolą, więc można było wejść w swoje tempo.
Środek biegu to trzymanie rytmu i pilnowanie, żeby nic się nie rozjechało. Odcinki w okolicach 4:25–4:30/km wchodziły równo, bez szarpania. Organizm pracował już na wyższych obrotach, ale nadal pod kontrolą — bez paniki, bez walki. Każdy kolejny kilometr był trochę cięższy, ale bez załamania — raczej naturalne narastanie zmęczenia. Tętno stopniowo rosło, dochodziło w okolice progu i zaczynało go lekko przekraczać.
Końcówka to już inna strefa.
Ostatni kilometr zgodnie z planem — przyspieszenie. Tempo zeszło w okolice 4:20/km, ale razem z tym pojawiła się wyraźna zmiana oddechu — krótki, szybki, na granicy. To moment, w którym wysiłek wchodzi już na bardzo wysoką intensywność. Tętno weszło w zakres 172–177 bpm i tu kończy się komfort.
W okolicach ~170 bpm wysiłek jest jeszcze do utrzymania na krótkim odcinku w sposób kontrolowany, natomiast powyżej tego poziomu zaczyna się już czysta walka organizmu z intensywnością.
Mimo tego końcówka dowieziona bez odpuszczania.
🇬🇧
After the first 3 km, everything started to work as expected.
Heart rate stabilized, breathing under control — it was time to settle into the pace.
The middle part of the race was about holding rhythm and keeping everything together. Splits around 4:25–4:30/km were consistent, without surging. The body was working at higher intensity, but still under control — no panic, no struggle. Each kilometer felt progressively harder, but without any breakdown — just a natural accumulation of fatigue. Heart rate gradually increased, reaching and slightly exceeding the threshold.
The final part was a different zone.
The last kilometer — as planned — was a push. Pace dropped to around 4:20/km, but it came with a clear change in breathing — short, rapid, right on the edge. This is where the effort moves into very high intensity. Heart rate reached 172–177 bpm, and at this point comfort disappears.
Around ~170 bpm the effort can still be managed for a short duration in a controlled way, but above that it turns into pure physiological struggle.
Still, the finish was completed without backing off.


🇵🇱
Na mecie czas 44:16. Średnie tempo 4:26/km, średnie tętno 168 bpm.
Patrząc na cały bieg — wszystko zagrało tak, jak miało. Początek pod kontrolą, środek równy, końcówka mocna. Bez załamania, bez chaosu, bez przypadkowych decyzji.
To nie był bieg „na życiówkę za wszelką cenę”, tylko dobrze rozegrany start. Taki, w którym każdy element był świadomy — od pierwszego kilometra po ostatnie metry.
Najważniejsze: udało się przenieść założenia z treningu na zawody. Kontrola tętna, trzymanie tempa, decyzja o przyspieszeniu na końcu — wszystko zgodnie z planem.
Ten wynik pokazuje jedno — forma idzie w dobrą stronę, ale jeszcze ważniejsze jest to, że zaczyna się pojawiać powtarzalność i kontrola.
Teraz kolejny krok to nie „więcej”, tylko „lepiej”: utrzymać ten schemat lekko przesunąć tempo i wykorzystać to w kolejnym starcie na 10 km.
A po biegu… klasyka — medal na szyję i regeneracja przy żurku 😉
🇬🇧
Finish time: 44:16. Average pace 4:26/km, average heart rate 168 bpm.
Looking at the whole race — everything worked as planned. Controlled start, steady middle, strong finish. No breakdown, no chaos, no random decisions.
This wasn’t an all-out PB attempt, but a well-executed race. The kind where every element is intentional — from the first kilometer to the last meters.
Most importantly: the race plan translated from training into execution. Heart rate control, pace management, and the final push — all aligned with the strategy. This result shows one thing — fitness is moving in the right direction, but even more important is the growing consistency and control.
The next step is not “more”, but “better”: keep the structure slightly push the pace and carry it into the next 10 km race
And after the finish… classic — medal on the neck and some well-earned recovery with soup 😉
This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version @ptaku/actifit-ptaku-20260413t173725533z" target="_blank" rel="noopener noreferrer">here on actifit.io

Estimated Payout
$4.69
Discussion
No comments yet. Be the first!


