
Dziennik #69/2026 - nowy start
@ataraksja
Posted 1d ago · 3 min read

Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Całkiem nieźle dzisiaj spałam. Nieźle i dość długo. I przyznam się bez bicia, że wstałam, ogarnęłam siebie i psa i poszłam jeszcze leżeć prawie do samego wyjścia do pracy. Nie wiem z czego wynika mój totalny spadek energii. Włączył mi się jakiś taki tryb, że najchętniej leżałabym w łóżku i przeplatała to leżenie jedynie drzemkami.
W pracy tak sobie. Za nudno. Póki był kierownik i cisnęliśmy bekę ze wszystkiego co tylko możliwe to jeszcze się jakoś trzymałam, a potem uszła ze mnie cała energia. Nic się nie działo tak naprawdę. Zrobiłam co miałam zrobić, totalne minimum z minimum i tyle. Chociaż nie. Złożyłam wniosek o zakup kilku rzeczy, które w mojej ocenie pomogą nam w pracy. Ciekawa jestem czy wnioski przejdą. Jeden udało mi się od razu przepchnąć w biurze werbalną argumentacją, ale drugi poszedł do Warszawy i zobaczymy co oni na to. Praca w korpo ma to do siebie, że nawet pierdoła musi przejść przez dziesięciu specjalistów zanim zakup zostanie klepnięty. No cóż..
Wróciłam do domu i poszłam od razu z psem, bo wiedziałam, że jak usiądę chociaż na chwilę to już nie wstanę. Całą drogę z pracy myślałam o tym jak to usiądę sobie z piwkiem i innymi "łakociami" przed komputerem i się zrelaksuję po pracy. Po spacerze resztami silnej woli wylałam cały alkohol jaki tylko miałam w domu i to samo zrobiłam z innymi używkami. Dość. Jestem trzeźwa dwa dni i nie chcę tego stracić. To śmieszne cieszyć się z dwóch dni, bo co to jest za wynik, ale wiem jak blisko byłam dzisiaj złamania abstynencji. We wtorek widzę się z przyjaciółką i chcę jej powiedzieć, że tak, złamałam się, ale już ponad tydzień się trzymam i nie zaprzepaszczę tego. Chcę iść naprzód. I wierzę, że razem z nią ramię w ramię to się wydarzy i mnie nie opuści przez moje potknięcia w ostatnim czasie.
Napierdalał dzisiaj do mnie na messengerze gość, którego kiedyś poznałam na terapii i swego czasu dużo z nim piłam. Celowo używam słowa napierdalał, bo to nie było pisanie. Wiadomości leciały jak z karabinu maszynowego. Pijany wypisywał, że potrzebuje kasę pożyczyć, że ma problemy przez picie i takie tam. Na początku dałam się wciągnąć w tę gadkę [może i stąd pojawiły się głody alkoholowe, nie wiem], ale potem odpuściłam. Jak znowu błagał o kasę to mu wysłałam roześmiane emotki i zakończyłam dyskusję. Napisałam do jego byłej, która jest moją serdeczną koleżanką i potwierdziła, że nie jest z nim dobrze i jest na prostej drodze na cmentarz albo do więzienia. Cóż.. Ja bardzo długo próbowałam mu pomóc, ale zawsze kończyło się to tym, że razem piliśmy. Nie wiem dlaczego on ma na mnie taki wpływ, ale wiem co i kogo mogę stracić jeśli dam się w to znowu wciągnąć dlatego jeśli nie przestanie do mnie pisać to go zablokuję. Po prostu. Moje zdrowie, życie i szczęście jest dla mnie ważniejsze niż ktoś kto nie chce żyć. Ja nie mogę i nie umiem mu pomóc. I teraz rozumiem dlaczego w grudniu jak tak szalałam z używkami moja przyjaciółka w pewnym momencie rozłożyła ręce i powiedziała, że odchodzi dopóki nie wytrzeźwieję. Doskonale ją teraz rozumiem i wiem, że zrobiła to z miłości do mnie, bo gdyby dalej głaskała mnie po głowie jak zażywałam to najpewniej już bym leżała na cmentarzu, bo nie udałoby mi się wyhamować. A tak zrobiłam to dla niej, a może w końcu i nadejdzie czas, że poczuję, że robię to dla siebie. Żal mi tych ostatnich potknięć, ale biorę się w garść i lecimy po lepsze jutro.
Zmęczonko już solidne dlatego idę do wyrka.
Do jutra.