
Dziennik #68/2026 - miły dzień
@ataraksja
Posted 2d ago · 3 min read

Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Miałam już pisać regularnie, ale ciągle zamulam. Ciągle coś mnie rozprasza, mam ostatnio tyle na głowie, że wracam z pracy i questów dodatkowych bardzo późno i po prostu padam na twarz. W piątek wyszłam do pracy o 5 rano, a do domu wróciłam po 20. Wczoraj wyszłam przed 13, a wróciłam koło północy. Ciągle coś ostatnio. Brakuje mi tego co chyba najbardziej regeneruje mój rozbiegany umysł czyli błogiego nicnierobienia bez żadnych zewnętrznych bodźców.
Rano obudziła mnie przyjaciółka, żebym nie zaspała do lekarza i prawie się udało. Problem polegał na tym, że nie wstałam z łóżka jak z nią rozmawiałam tylko dalej leżałam, więc po rozłączeniu się.. zasnęłam dalej. NAWET NIE WIEM KIEDY. Jestem naprawdę zajechana. Zwlekłam się koło 9, poszłam do apteki [leku oczywiście brak] no i faktycznie poszłam do lekarza. Przegadałyśmy temat z panią doktor i wypisała mi receptę na ten sam lek, ale o innym sposobie uwalniania czy jak to tam się nazywa. Teoretycznie powinien na mnie działać tak jak to co biorę do tego pory z wyjątkiem tego, że mogę być trochę zamulona. Brzmi git, bo uspokoić mój mózg to jak obietnica raju.
W pracy fajnie. Widziałam się dzisiaj z moją przyjaciółką, która była u nas na rozmowie o pracę, a ja zawsze, gdy tylko ją widzę mam od razu dobry humor. Nie inaczej było dzisiaj. Dobry humor towarzyszył mi już do końca zmiany i nawet to, że mogłam zmianę poprowadzić lepiej nie zmąciło tego. Na wtorek [za tydzień] umówiłyśmy się, że pierwszy raz odwiedzę ją w jej domu i jestem tym zestresowana. Ciągle pyta co lubię jeść, bo chce mi przygotować obiad i w ogóle, a ja nie jestem przyzwyczajona, że ktoś tak zabiega o to, żeby było mi dobrze i przez to czuje się nieswojo. Dostaję od niej tyle dobra, że nie wiem jak mam je przyjmować i jak się za to odwdzięczać. Niemniej jednak jestem szczęśliwa, że ją mam. Mój świat bez niej jest naprawdę chujowy. Nie dość, że źle się wtedy czuję to jeszcze odpierdalam różne krzywe akcje i jest jeszcze gorzej. Kiedy na przełomie stycznia i lutego byłam pewna, że nasza przyjaźń nie przetrwa sztormu, który wywołałam to świat walił mi się na głowię strasznie. Na razie jest git i pilnuję się, żeby nie robić żadnych cyrków. Niemniej jednak muszę jej we wtorek powiedzieć, że kilkukrotnie ostatnio złamałam abstynencję i bardzo się tego boję, ale chcę być z nią szczera. Po prostu.
Wróciłam do domu i jakoś nie mogę się ogarnąć. Trochę chce mi się spać, trochę bym w sumie posiedziała, bo szkoda dnia poza pracą, żeby tylko spać i w sumie sama nie wiem co mam ze sobą zrobić. Przez to, że jestem ostatnio przemęczona to dużo czasu spędzam w łóżku próbując spać i się regenerować i zawsze mam wtedy poczucie zmarnowanego czasu, bo przecież mogłabym robić milion innych, ciekawszych i lepszych rzeczy.
Rozpisałam się jak za starych, dobrych czasów.
Do jutra.